Złote Liceum 2019 - Perspektywy

Jazda konna - moje życie i pasja - Martin Rozynek (GTS 2011-2014)

Martin Rozynek (klasa II) jeździ konno już osiem lat. Ma na swoim koncie medale i wyróżnienia. Jest posiadaczem 3 koni, natomiast startuje na zawodach na jednym z nich- Beaglu. Więcej o swojej pasji opowiedział w wywiadzie.

- Kto „zaszczepił” w tobie tę pasję? A może sam na nią wpadłeś?
- Pasję tę „zaszczepił” we mnie mój tata. Otrzymał konia na swoje 36 urodziny i od tego wszystko się tak naprawdę zaczęło.

- Pierwsze zawody to duże przeżycie. Co czułeś podczas nich?
- Na pewno odczuwałem stres. Było to trudne zadanie, ponieważ nie miałem tak zwanych „łatwych koni”, co dodatkowo wpływało na moje emocje.

- Od twoich pierwszych zawodów minęło już trochę czasu. Jak bardzo zmieniły się twoje uczucia?
- Teraz jestem mniej zestresowany, te osiem lat robi swoje. Dodatkowo obecnie mam lepsze konie. Jednakże im większe, im ważniejsze zawody, tym większe odczuwam spięcie przed nimi, ale raczej jest to normalne.

- Opowiedz trochę o swoich zawodach i największych osiągnięciach.
- Można powiedzieć, że jeżdżę po całym kraju, głównie na ważne zawody, gdzie startują jeźdźcy wysokiej klasy. Moim największym wyróżnieniem było siódme miejsce na mistrzostwach Wielkopolski. Niedawno byłem w Jażkowie niedaleko Poznania. Zająłem tam 13 miejsce na 130 uczestników zawodów. Uważam, że jest to duże osiągnięcie w mojej karierze.

- To świetny wynik. Czy ten sport wymaga wielu poświęceń z twojej strony?
- Wymaga on bardzo wielu poświęceń. Najtrudniej powiązać to wszystko z nauką. Nie jest to łatwą sztuką, ale sobie radzę. Pomaga mi mój ojciec, który jeździ mojego konia, kiedy nie mogę tego robić (chociaż sam staram się jeździć na nim jak najwięcej).

- Na czym polegają twoje treningi i jak często się odbywają?
- Moje treningi polegają na tym, aby w cudzysłowie w żargonie jeździeckim uczyć konia komend, ponieważ musi on reagować na różne bodźce, które dostaje od jeźdźca, musi być z nim zgrany. Ćwiczenia mają miejsce od dwóch do trzech razy w tygodniu.

- Jazda konna to twoja pasja, przyjemność, hobby czy coś, z czym wiążesz plany życiowe?
- Szczerze mówiąc, nie myślałem jeszcze czy chcę wiązać moją przyszłość właśnie z tym. Moim marzeniem było zostać weterynarzem z profilem konnym. Jednak jest to moja pasja, a zarazem hobby i nie potrafię już nawet wyobrazić sobie życia bez tego.

- Czy podczas tej ośmioletniej kariery miałeś chwile zwątpienia? Powiedziałeś: „Dość, to już koniec. Rezygnuję”.
- Nigdy mnie to nie dopadło. Przez cały ten czas nawet o tym nie pomyślałem. Za bardzo to lubię.

- Czy masz swoją ulubioną rasę koni?
- Oczywiście tak, mam. Są to konie holenderskie. Mam ich aż trzy, są jeszcze młode. Póki co jeżdżę tylko jednego z nich.

- Sport ten jak każdy inny naraża na kontuzję. Czy przytrafiła Ci się jakaś?
- Miałem dwie poważne kontuzje. Pierwszą z nich było zwichnięcie biodra, drugą woda w kolanie, którą miałem aż siedem razy ściąganą. Był to dość duży ból.

- Bardzo ci współczuję. Obecnie też przygotowujesz się do jakichś zawodów?
- Tak, przygotowuję się do zawodów regionalnych, które odbędą się w grudniu. Będą miały miejsce na poznańskich targach, przygotowują one młode konie na większe zawody, które będą na przełomie 7-9 grudnia. Są to zawody międzynarodowe, na które przyjadą zawodnicy z zagranicy. Na pewno pojawię się na nich, jednak nie będę uczestniczył.

- Przejdźmy teraz do ostatniego pytania. Jakie jest twoje największe marzenie?
- Myślę, że moim marzeniem jest wystartowanie na mistrzostwach świata, choć jest ono trudne do zrealizowania. Zarazem chciałbym (choć nie wiem, czy podołam) wystartować na olimpiadzie i dostać się do kadry narodowej. To by był duży prestiż, gdyż mógłbym dostawać konie od ludzi, którzy kupują je i oddają do treningu dobrym zawodnikom.

- W takim razie mam nadzieję, że twoje marzenia się spełnią. Będę trzymać za ciebie kciuki. Powodzenia. Dziękuję za wywiad.

J.R.J