Złote Liceum 2019 - Perspektywy

KAMIENIE NA SZANIEC reż. Robert Gliński Przyjaźń. Młodość. Wolność.

W tych trzech słowach zawarte jest niemal wszystko. Film Kamienie na szaniec nie przestaje trzymać w napięciu, pomimo że każdy zna jego zakończenie. Robert Gliński opowiada historię młodych ludzi, którzy znaleźli się w samym centrum okupowanej Warszawy. Reżyser, jak sam mówi w wywiadach, pragnął trafić do współczesnego pokolenia, które nie zna wojny ani trudnych czasów socjalistycznych. Pokazał więc w filmie brutalny obraz rzeczywistości wojennej. Krew, łzy, przemoc, bestialskie tortury. Walkę o ojczyznę, o przetrwanie. Główni bohaterowie: Rudy (Tomasz Ziętek), Zośka (Marcel Sabat) i Alek (Kamil Szeptycki), wielcy bohaterowie książki Aleksandra Kamińskiego. U Glińskiego to przede wszystkim trójka maturzystów, którzy, w imię wolności i przyjaźni, byli gotowi poświęcić to, co najcenniejsze – swoje życie. Reżyser nie ujmuje im bohaterstwa, ale nie tworzy też z nich postaci posągowych. Są ukazani jako członkowie Szarych Szeregów, którzy z determinacją walczyli o nasz kraj i jak wszyscy, byli pełni wątpliwości, popełniali błędy, ale to właśnie dzięki tym chłopcom z Szarych Szeregów żyjemy w niepodległej Polsce. Uświadomiłam to sobie. Dopiero teraz. Po obejrzeniu tego filmu. Nie wiem czy w dzisiejszych czasach stać kogoś na taką odwagę, którą wykazali się Rudy, Alek i Zośka. Reżyser przedstawia życie normalnych nastolatków, którym przyszło żyć w nienormalnych czasach. Szaleni, z poczuciem humoru, może nawet lekkomyślni urastają do rangi bohaterów. To, co zarzuca się reżyserowi, do mnie przemawia. Miał prawo do własnej interpretacji, do własnej wizji artystycznej, bo reżyser nie musi być historykiem, ale przede wszystkim musi być artystą.

Początkowo muzyka stanowi tylko tło, ale z każdą minutą filmu nadaje tempa akcji. W późniejszych scenach nie ma już dźwięku. Emocje stają się melodią. Budują napięcie, które pozostanie we mnie na zawsze… Gra aktorska jest na światowym poziomie. Są to debiuty młodych ludzi, studentów polskich szkół filmowych. Chłopcy weszli w film z pełną naturalnością, choć, jak sami twierdzą, nie było to łatwe, cofnąć się do 1939 roku, poczuć tamte emocje i je zagrać. Jednak, jako widz, autentycznie odczułam ich ból, cierpienie, strach... Miłość. Kochali mocno i krótko. Nigdy nie wiedzieli, kiedy Gestapo zapuka do ich domów.

Słowo przyjaźń nabiera w tym filmie innego znaczenia. Jest to niesamowita więź. Mocna, silna, nieprzerwana. Może przezwyciężyć strach, a nawet śmierć. W filmie pokazane jest przede wszystkim wnętrze młodych ludzi. Poprzez liczne, symboliczne sceny, reżyser pokazuje, jaki wpływ na ich psychikę odegrała wojna. Są to sceny trudne, czasami bardzo naturalistyczne. Samo wojenne życie. Życie w piekle.

Oddali wszystko, aby wszystko mieć… Jedną ze scen-symboli jest końcowa scena. Zośka staje twarzą w twarz z gestapowcem. Obaj są młodzi, wydaje się, że całe życie prze nimi. Kochają tak samo, jednak walczą o co innego. Kto strzeli? Kto jako pierwszy naciśnie spust i odbierze już na zawsze marzenia i sny o potędze? Każdy zna odpowiedź i nie to jest istotne. Ta scena to coś więcej, to chwila ciszy, w której uświadamiasz sobie, ile jeszcze przed Tobą do zrobienia, ile możliwości i szans do wykorzystania. Ci chłopcy, Kolumbowie ich już nie mieli.

„Szarość tak dumnie brzmi
Warta każdego dnia
By stanąć obok nich
Ratować ulic gwar.(...)
Nie martw się proszę
Wszystko skończy się. Prędzej i mocniej, Odwaga zabija mnie...”
(4.30 Dawid Podsiadło)

                                                                                                               Martyna Michalak, kl. IIIa LOTS

                                                                                                               (op. Joanna Muzioł)