Złote Liceum 2019 - Perspektywy

ZNIEWOLONY. 12 YEARS A SLAVE

            Film Steve’a McQueena „Zniewolony” triumfował (obok „Grawitacji”) podczas tegorocznej 86. ceremonii rozdania Oscarów. Obraz McQueena zdobył statuetkę w najważniejszej kategorii, ponieważ został ogłoszony najlepszym filmem anglojęzycznym 2013 roku. Otrzymał również Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany, choć historia dotarcia do biografii Solomona Northupa jest zupełnie przypadkowa. Książka bowiem trafiła najpierw w ręce sekretarki McQueena, i to ona opowiedziała o tragicznych losach czarnoskórego muzyka swemu pracodawcy. Ukłony należy też skierować w stronę odtwórczyni drugoplanowej roli Lupity Nyong’o, która, choć dopiero stawia pierwsze kroki na ekranie, z wielką dozą autentyczności zbudowała postać niewolnicy Patsey. W drodze po Oscara wyprzedziła choćby taką gwiazdę jak Julia Roberts. Tyle o sukcesach filmu.

            „Zniewolony” to ciąg dalszy dyskusji o niewolnictwie. Twórcy filmów podejmujących temat abolicji próbują obalić mit utrwalony w (tylko romantycznym) „Przeminęło z wiatrem”, że czarnoskórzy niewolnicy to prostoduszni przyjaciele swych białych panów. „Django”, „Kamerdyner”, „Lincoln” to najnowsze filmy, które przedstawiają problem niewolnictwa zgoła inaczej. Czarnoskóra jednostka to nie obywatel, ba, to nawet nie człowiek, ale prywatna własność białych ludzi, z którą można zrobić wszystko, co się chce, choćby wychłostać na śmierć. W „Zniewolonym” główny bohater (wolny – ma na swoją wolność papiery!) i wykształcony, wiedzie szczęśliwe życie w Nowym Jorku. Pewnego dnia, jak w „Procesie” Franza Kafki, jego dotychczasowy świat zostaje unicestwiony. Odebrano mu tożsamość, godność, rodzinę, a przede wszystkim wolność i wywieziono na Południe Stanów Zjednoczonych do ciężkiej pracy przy zbieraniu bawełny. Solomon nie mógł nic zrobić i tylko łut szczęścia sprawił, że po dwunastu latach powrócił do żony i dzieci. Przypadek Solomona nie jest odosobniony. W Stanach Zjednoczonych, w XIX wieku, porywano czarnoskórych obywateli dla okupu i tylko nielicznym udało się odzyskać dawne życie. Porywacze natomiast, mimo wszczętych procesów, unikali konsekwencji, gdyż „czarny nie miał prawa głosu przeciwko białemu” nawet na „dobrej Północy”.

            Steve McQueen jest reżyserem – sadystą. W sposobie narracji najczęściej posługuje się długimi ujęciami. Katuje widza scenami nieludzkiej chłosty. Wzbudza w nim poczucie winy, pokazując w zbliżeniu cierpiącą twarz głównego bohatera. Mamy widzieć i czuć jak Solomon. Reżyser nie ustępuje, nie ma, że boli, dręczy dźwiękiem strojonych przez bohatera skrzypiec. Drewno instrumentu trzeszczy pod naporem naprężających się strun. Człowiek musi przetrwać, Solomon jednak nie chciał trwać, chciał żyć. Niestety dla milionów ofiar niewolnictwo było jedynym stanem, który było im dane doświadczyć.

                                                                                                Joanna Muzioł