Złote Liceum 2019 - Perspektywy

AMERICAN HUSTLE

Film budzi we mnie mieszane uczucia.

            Z jednej strony został już doceniony dziesięcioma nominacjami do Oscarów i jest to znak, że powinien zachwycać. Z drugiej jednak to tylko nominacje, jeszcze nie realne statuetki. Mnie więc nie zachwyca.

             Scenariusz filmowy o drobnych oszustach – Irvingu Rosenfeldzie (Christian Bale) i Sydney Prosser (Amy Adams) kantujących klientów na falsyfikatach dzieł sztuki został napisany na podstawie prawdziwej historii. W Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 70. i 80. miała miejsce spektakularna akcja antykorupcyjna, w wyniku której doszło do aresztowania przez FBI kilku wysoko postawionych polityków. Reżyser jednak nie kopiuje, prowadzi z widzem grę, sam zaznacza, że do niektórych sytuacji mogło dojść naprawdę. Powtarza również, że film to rzeczywistość filmowa, więc w wielu przedstawionych sytuacjach David O. Russell puścił wodze fantazji. Trudno określić też gatunek filmu. Bawi, więc komedia, budzi napięcie, więc kryminał, chociaż wątki sensacyjne są słabo poprowadzone i bez adrenaliny. Natomiast Złoty Glob film otrzymał za najlepszy musical. Jakoś to wszystko niedorobione.

            Mocną stroną filmu jest klimat retro, ośmieszony, pokazany z dystansem, ale i dozą humoru. Subtelnie zawijane papiloty przez agenta FBI – Richiego DiMaso (Bradley Cooper), misternie zaklejana łysina przez Rosenfelda, dowcipne dialogi, świetna gra Jennifer Lawrence (żony Rosenfelda) i wreszcie muzyka Dannego Elfmana czynią ten film znośnym. To tyle. Żyjemy w świecie demokracji i mam prawo do własnej opinii. A jak „American Hustle” otrzyma Oscara za najlepszy film 2013 roku, to obejrzę go jeszcze raz. Z większą uwagą.

                                                                                               Joanna Muzioł